Terka
Wirtualni opiekunowie Terki:

Pani Ina K.
Pani Monika Z.

Dziękujemy!

Zostań opiekunem wirtualnym

Dziś przychodzimy do Was z historią, która w ostatnich dniach wstrząsnęła nami do granic.

Po ponad dziesięciu latach prowadzenia Fundacji byliśmy przekonani, że widzieliśmy już wszystko — każdy możliwy wymiar kociego cierpienia, każdą skalę zaniedbania, każdą tragedię. Myśleliśmy, że nic już nie jest w stanie nas zaskoczyć.
A potem zobaczyliśmy Terkę… 💔

Powiedzieć, że byliśmy w absolutnym szoku, to jak nie powiedzieć nic. Podczas badania, opatrywania rany przy uchu, golenia pierwszych fragmentów sierści, płakaliśmy — z bezsilności, z wściekłości, z rozpaczy na widok istoty, która tak długo cierpiała w samotności… 😔

Terka to starsza kotka z terenów wiejskich. Przemieszczała się między gospodarstwami, żyła gdzieś „przy domach”. Trudno powiedzieć, czy miała opiekunów. Jeśli miała — tym gorzej to o nich świadczy.

Z ucha cieknie jej ropa i krew, jest skrajnie wychudzona, to dosłownie skóra i kości. Mimo że to dorosła kotka, to na ten moment nie waży nawet pełnych dwóch kilogramów. Jej zęby są w tragicznym stanie, w pyszczku panuje potężny stan zapalny, tak silny, że jedzenie sprawia jej potworny ból. Zimowa sierść zdążyła zamienić się w jeden wielki filc, bo Terka jest tak słaba, że dawno już przestała dbać o higienę. 🖤

Do nas trafiła dzięki panu Michałowi — naszemu zaprzyjaźnionemu karmicielowi, który co jakiś czas przywozi do nas koty wolnożyjące na kastracje i leczenie. Trafił na Terkę przypadkiem – widząc, w jakim jest stanie, nie zastanawiał się, tylko odłowił kotkę i przywiózł do nas.

Do stanu, w jakim dziś jest, Terka nie doszła w kilka dni. Nawet nie w kilka tygodni. To dramat, który rozwijał się miesiącami. A to znaczy, że ludzie ją widzieli. Codziennie. Przechodzili obok. Odwracali wzrok. Udawali, że nie istnieje.

To jest historia o tym, że obojętność potrafi zabijać. Że brak reakcji bywa tak samo okrutny jak czynna przemoc. W tym przypadku obojętność stała się bestialstwem – ludzie, którzy odwracali wzrok od umierającego na ich oczach stworzenia, są winni jego cierpienia. Za tę bezduszność nikogo jednak nie spotka żadna kara…

Patrząc na Terkę, zadajemy sobie jedno pytanie: czy gdyby na drodze leżał ranny, głodny, samotny człowiek — też wszyscy przeszliby obok obojętnie?

To, że Terka jeszcze żyje, to cud. Czy przeżyje — dziś nie potrafimy powiedzieć. Walczymy ze wszystkich sił. Ona też walczy. Współpracuje, ma apetyt, mimo bólu zjada karmę, a my podajemy jej najlepszą, jaką tylko dysponujemy. Dostaje kroplówki i leki. Niestety, wyniki krwi są nieprawidłowe, co nie dziwi szczególnie w jej stanie, ale jest kolejnym powodem do zmartwienia. Jeśli uda się ją ustabilizować w tych pierwszych dniach, czeka ją tomografia komputerowa, której wymaga widoczny guz przy rannym uszku, pilny zabieg stomatologiczny i całkowite wygolenie sierści — futerko jest tak zbite i posklejane, że nie da się go już rozczesać.

Jesteśmy przerażeni tym, co widzimy. Przerażeni tym, jak daleko potrafi sięgnąć ludzka obojętność.

Ale wiemy też, że ci z Was, którzy to czytają, należą do innego świata — do ludzi, którym los zwierząt nie jest obojętny ❤. Dlatego prosimy Was o pomoc.

Robimy wszystko, co w naszej mocy, by uratować Terkę. Koszty diagnostyki i leczenia będą ogromne, dlatego potrzebujemy Waszego wsparcia finansowego i udostępnień.
A jeśli ktoś zastanawia się, czy warto ratować starą, bezdomną kotkę w tak tragicznym stanie — odpowiadamy bez wahania: TAK.

Chcemy ją uratować choćby po to, by mogła wreszcie doświadczyć dobra. Żeby zobaczyła, że ludzie potrafią być inni. Że potrafią być empatyczni, współczujący, że nie każdy odwraca wzrok.

Kochani, błagamy! 🙏 Pomóżcie nam ratować tę nieszczęsną istotę: https://pomagam.pl/terka-fpk.

Koszyk0
Brak produktów w koszyku!
0