Frodo

Frodo źle czuł się w zamknieciu, więc wrócił na wolność.

Frodo to kot wolno żyjący. I chociaż kawał kota z niego, to – straszna gapa. Raz kuleje na jedną, raz na drugą nóżkę. Innym razem z noska mu kapie albo zbłądzi gdzieś, jak ta lama i nie przychodzi na jedzenie przez kilka dni…
Ostatnio Karmicielka leczyła go, bo miał wielki wrzut na czole – pozostałość po jakimś spięciu z kotem lub z człowiekiem. Pani dodawała mu leki do jedzenia i cudem – przeszło. Został jeszcze strup i łysinka, ale czoło odzyskało już swój pierwotny kształt. Szczęście jednak nie trwało zbyt długo, bo po kilku dniach Frodo zamiast przyjść – przykicał na śniadanie. COŚ sobie znowu zrobił w nogę. Nie wiadomo co, ale stanąć na niej zwyczajnie nie chciał. Czy dostał kopa od kogoś, czy ktoś go ugryzł, czy zleciał z jakiejś wysokości? Frodo milczy jak zaklęty, śledzi nasze poczynania tym swoimi zielonymi, przerażonymi oczami, a my tańcujemy…
Łapa jest lekko spuchnięta, ale kości i stawy wydają się być w porządku. Kocur dostaje antybiotyk oraz steryd, bo podejrzewamy, że ktoś go w nią ugryzł i rozwijający się stan zapalny spowodował bolesność łaputy. Jeśli to leczenie nie zadziała, czeka nas wyprawa na rentgen i do chirurga, chociaż ze względu na bojaźliwość Frodka i konieczność uśpienia go do prześwietlenia, wolelibyśmy uniknąć tej wizyty…
Niestety Frodo się nas boi, stara się unikać bliskiego kontaktu z człowiekiem i po leczeniu prawdopodobnie wróci na swoje miejsce.