Data publikacji: 02.12.2025
Kochani, chcielibyśmy opowiedzieć Wam o aktualnej sytuacji w naszej Mruczarni. Ostatnie miesiące spędziliśmy na bardzo intensywnych pracach remontowo-przygotowawczych, by uruchomić kolejne pomieszczenia dla kotów. To właśnie dlatego nie zawsze znajdowaliśmy czas, by na bieżąco przedstawiać Wam nowych podopiecznych — wkrótce nadrobimy te zaległości. Musicie jednak wiedzieć, że działo się u nas naprawdę bardzo, bardzo dużo.
W samych tylko październiku i listopadzie przyjęliśmy pod opiekę aż 21 nowych kotów. W tym samym czasie doszło do skutku zaledwie 6 adopcji — z czego dwa koty, Szymon i Szyszka, wróciły do nas po kilku tygodniach. Jak sami widzicie, rotacja praktycznie nie istnieje. Przyjmujemy kolejne zwierzęta, ale wciąż nie znajdują się domy dla tych, które już u nas są.
Dlaczego więc zdecydowaliśmy się na przyjęcie nowych kotów? Ponieważ po miesiącach wyczerpujących i kosztownych prac udało nam się przygotować kilka dodatkowych pomieszczeń, w których mogły zamieszkać. Jesteśmy z tego szczerze dumni i z całego serca dziękujemy wszystkim, którzy wsparli ten projekt. Niestety — sytuacja, w której się dziś znajdujemy, nie pozwala w pełni cieszyć się tym sukcesem.
W ostatnich tygodniach coraz częściej doświadczamy bardzo nieprzyjemnych sytuacji. Coraz więcej okolicznych organizacji, innych fundacji, schronisk, a nawet gabinetów weterynaryjnych odsyła ludzi szukających pomocy dla kotów… do nas. Podają nasz dokładny adres. Często w sposób agresywny, z komunikatem: „Jedźcie tam, oni na pewno przyjmą”.
Efekt? Kilkukrotnie pod drzwi Fundacji przyjeżdżali ludzie z kotami w pudełkach, bez transporterów, zrozpaczeni, a czasem zwyczajnie wściekli podejmowaniem nieudanych prób niesienia pomocy. Zdarzały się sytuacje, w których koty dosłownie rzucano nam pod nogi z tekstem, że „albo się nimi zajmiemy, albo niech umierają”.
Kochani… pomaganie bezdomnym kotom jest misją naszego życia. Misją, która kosztuje nas ogrom sił, emocji i prywatnego czasu, a którą realizujemy z pełnym oddaniem. Ale niezależnie od tego, jak bardzo się staramy i ile mamy miejsca — nie jesteśmy w stanie uratować wszystkich kotów na świecie.
Robimy absolutnie wszystko, co możemy. Przyjmujemy koty w trudnym stanie – chore, powypadkowe, na skraju wycieńczenia. Przyjmujemy kocięta, choć nie mamy domów tymczasowych. Pracujemy na okrągło. Ale to zawsze będzie kropla w morzu potrzeb.
Dlatego tak bardzo prosimy Was o zrozumienie.
Jeśli odmawiamy przyjęcia kota, to nie dlatego, że nam nie zależy. To dlatego, że zwyczajnie nie możemy. Nasza przestrzeń, wbrew temu co próbują sugerować inne organizacje, nie jest z gumy. Tak — uruchomiliśmy nowe pokoje. Ale zamieszkało w nich już ponad 20 nowych kotów.
Staramy się zapewnić każdemu z nich godne warunki: przestrzeń, możliwość wycofania się, poszanowanie potrzeb gatunkowych.
Nie upychamy kotów w klatkach. Nie tworzymy przepełnionych izb, w których zwierzęta funkcjonują tylko „żeby było gdzie je wcisnąć”. Na to nigdy nie pójdziemy.
I na koniec chcielibyśmy zwrócić się z ogromną prośbą do organizacji i miejsc, które odsyłają ludzi pod nasz adres.
Prosimy — nie róbcie tego.
Stawiacie nas w dramatycznej sytuacji, z której nikt nie wychodzi wygrany. Gdy słyszymy, że „jeśli nie przyjmiemy, kot umrze”, łamią nam się serca. To nigdy nie są łatwe decyzje. Każda odmowa ciąży nam w głowie przez długie dni i tygodnie. Wszyscy mamy tę samą misję: ratowanie zwierząt. Dlatego tak bolesne jest, gdy ktoś zrzuca na nas odpowiedzialność, którą powinniśmy wspólnie dźwigać…
Dziękujemy każdemu, kto nas wspiera, rozumie i pomaga nam działać dalej. Bez Waszej empatii nie byłoby tej Fundacji.
I obiecujemy — będziemy nadal robić wszystko, co w naszej mocy, by ratować tych, którzy nie mają nikogo.
