Trotyl

Trotylek w końcu doczekał sie swojego domku, a oto jego historia:

Trotyl jest ciut nieśmiały. Musimy wczołgiwać się do niego pod stolik, brać pod brzuszek i układać na tapczanie, żeby go wymiziać jak należy. Lecz ułożony – nie ucieka, nie broni się, tylko wyciąga swoją biedną główkę wyżej i wyżej, byśmy głaskali ją bardziej i bardziej. Po chwili pieszczot, oddala się od nas nieznacznie i układa do snu. Zapomina, że jeszcze przed chwilą zamieszkiwał najciemniejszy kącik.

Trotyl musiał wiele przejść. Mamy wrażenie, że nadal jest w innym świecie. Spragniony pieszczot, nie ma śmiałości, by o nie poprosić. Przy czyszczeniu uszek wyrywa się tylko troszkę, bez przekonania, jakby z rezygnacją poddając się nieprzyjemnym zabiegom.