Data publikacji: 30.06.2026
Są takie koty, które trafiają pod naszą opiekę zbyt późno.
Choć robimy wszystko, co w naszej mocy, czasem choroba i cierpienie są silniejsze od naszych starań.
Jakiś czas temu zgłosiła się do nas Pani Oliwia z Toothlesikiem – starszym kocurkiem, którego od wielu miesięcy dokarmiała. Z dnia na dzień coraz bardziej zaufał człowiekowi. Uwielbiał głaskanie, głośno mruczał i z radością przewracał się na plecy, prosząc o kolejne pieszczoty. Był niezwykle łagodnym kotem, który zasługiwał na spokojną jesień swojego życia.
Kiedy trafił pod naszą opiekę, szybko okazało się, że jego stan jest bardzo poważny. Stan jego pyszczka był tragiczny – rozległy stan zapalny objął szczękę, powodując ogromny ból i dyskomfort. Toothlesik przestał jeść, dlatego był dokarmiany i otrzymywał kroplówki. Niestety brak apetytu doprowadził również do pogorszenia pracy nerek oraz anemii. Każdego dnia walczyliśmy o to, by odzyskał siły i znów zaczął samodzielnie jeść.
Przez kilkanaście dni robiliśmy wszystko, co było możliwe. Leczenie bardzo go stresowało, dlatego staraliśmy się, by jak najrzadziej był sam. Siadaliśmy przy nim, głaskaliśmy go i dawaliśmy mu poczucie bezpieczeństwa.
Niestety organizm Toothlesika był zbyt wyniszczony i tej walki nie udało się wygrać.
Są pożegnania, z którymi bardzo trudno się pogodzić. To jedno z nich.
Żegnaj, Toothlesiku. 🤍
Biegaj szczęśliwy za Tęczowym Mostem. Tam nie ma już bólu, strachu ani cierpienia.
