Rudzik

Niestety- mimo że bardzo się staramy- nie zawsze udaje się nam znaleźć dom “na zawsze” dla naszych podopiecznych. Niekiedy rozmowy, opowiedzenie historii zwierzęcia, opisywanie jego cech, podanie informacji o ewentualnych problemach, jakie może stwarzać- to za mało, by osoba adoptująca kota, przestała myśleć o sobie, jako jedynej stronie tego procesu. Stronie, która daje szansę i oczekuje, by zwierzę tę szansę wykorzystało. Chcielibyśmy i marzy nam się, aby zawsze adopcja zwierzęcia była traktowana jak adopcja nowego członka rodziny. Ze świadomością tego, że ten nowy członek rodziny będzie miał to, co mu damy, ale przyniesie ze sobą również swoje dotychczasowe doświadczenia, które mogą wpłynąć na jego adaptację. Niekiedy długą i nieprostą. I marzy nam się, aby wówczas osoby adoptujące zawsze miały cieprliwość i pamiętały, że to żywe stworzenie, z którym zdecydowaliśmy się dzielić przestrzeń, jest teraz rodziną i jak z członkiem rodziny trzeba z nim pracować tak, aby wszyscy byli szczęśliwi. I by nikt nie był porzucony, bo np. czyste mieszkanie okazuje się ważniejsze od tej istoty, którą uważa się za niewdzięczną za okazane jej serce i dany dach nad głową.

Przydługi to wstęp, ale myślimy, że ważny. Kochani, niestety, po raz drugi wrócił do nas z adopcji nasz piękny i pechowy Rudzik. Spędził w nowym domu ok. 1,5 miesiąca i niestety pomimo chęci pomocy z naszej strony w rozwiązaniu jego problemów – nie została mu dana taka szansa. Opiekunka, z łamiącym się głosem, oddawała kota, ale jednocześnie ważniejsze było dla niej wspomniane już czyste mieszkanie. Jak można się zatem domyślić- u Rudzika po zmianie otoczenia stopniowo nasilał się problem z załatwianiem poza kuwetą. Pani, która go adoptowała, była przez nas szczegółowo informowana, że taki problem może się pojawić, że kot bardzo źle znosi stres i że wymaga cierpliwości oraz zrozumienia i pracy. Przypomnimy tylko krótko, że Rudzik już raz wrócił z adopcji z tego samego powody- wówczas jednak nie do końca byliśmy pewni, że ten powód był prawdziwy. U nas bowiem- w czasie kwarantanny- ani razu nie zdarzyło się, by chłopak załatwił swoje potrzeby poza kuwetą. Zmieniło się to jednak podczas pobytu w domu tymczasowym. Okazało się, że kot faktycznie niekiedy załatwia się na posłania- kocie, ludzkie siedziska i łóżka. Rudzik wówczas odchorowywał też całe zamieszanie, jakie było w jego krótkim życiu. Po powrocie z “pierwszego” domu był zupełnie innym kotem- wycofany, bojący każdego szelestu, cień kota, który nie radzi sobie ze stresem. Nie chciał jeść, rozchorował się, ale nie poddawaliśmy się i z czasem problemy stopniowo zaczęły ustępować. Również te z “sikaniem”.

I wówczas znalazł się “drugi” dom. A teraz historia zatoczyła koło. Rudzik obecnie został przebadany i okazało się, że trafił do nas z lekkim zapaleniem pęcherza. Obecnie jest leczony i przebywa w Mruczarni. Jest z nami już 10 dni i ani razu nie załatwił się poza kuwetą. Obserwujemy go. Otrzymał nową feromonową fioletową obróżkę, która tak mu pasuje i podkreśla urodę 🙂 Chłopak jest płochliwy i sam nie podejdzie- zamiast tego, woli udawać, że go nie ma. Ale kiedy leży odprężony w miejscu dla siebie bezpiecznym, wtedy rozpływa się pod dotykiem człowieka i mrrruczy pięknie, by głaskać go dłużej. Wtedy widzimy innego kota- kota, który potrzebuje dużo ciepła, swojej przestrzeni i bezpieczeństwa. Kota, który pomimo lęku, wciąż potrafi zaufać. Chcielibyśmy wierzyć, że to zaufanie nie zostanie już nigdy zawiedzione.

Jeśli chcielibyście wesprzeć Rudzika w tym trudnym czasie, prosimy o wpłaty:

Fundacja Przytul Kota
Kotarbińskiego 19 (jest to adres korespondencyjny, nie jest to adres Mruczarni)
91-163 Łódź
KRS: 0000582607
Konto: 92 1140 2004 0000 3102 7591 7098
IBAN: PL92 1140 2004 0000 3102 7591 7098
SWIFT: BREXPLPWMBK
tytułem: darowizna dla Rudzika

*środki niewykorzystane na cel wskazany, będą przeznaczone na cele statutowe.

IMG_20160428_155418

IMG_20160430_184226

IMG_20160428_160101

IMG_20160430_190624

IMG_20160430_184218