Nie chcemy zacząć mówić „Nie.”

Nie chcemy zacząć mówić „Nie.”

Data publikacji: 07.10.2026

Drodzy Przyjaciele Fundacji Przytul Kota!

To będzie długi post, ale prosimy Was z całych serc o lekturę, gdyż dotyczy to priorytetowego tematu, który coraz mocniej zaczyna ważyć na przyszłych losach naszej Fundacji.

Od wielu miesięcy obserwujemy z coraz większym niepokojem, że nasze zbiórki – zarówno te na utrzymanie Mruczarni, jak i dedykowane leczeniu konkretnych kotów – idą bardzo źle. Miesiącami nie jesteśmy w stanie ich domknąć. Zdarza się, że kot jest już zdrowy, czasem nawet od dawna mieszka we własnym domu, a my wciąż spłacamy koszty jego leczenia.

Nie zrozumcie nas źle. Nie żałujemy ani jednego uratowanego kota, ani jednej złotówki wydanej na leczenie i ani jednej walki – również tej, której nie udało nam się wygrać.

Kiedy kot trafia pod naszą opiekę, robimy wszystko, aby otrzymał najlepszą pomoc, jaką jesteśmy w stanie mu zapewnić. Leczymy, diagnozujemy, operujemy. Dbamy o pełne miseczki, czyste posłania, odpowiednią liczbę kuwet, wysokie drapaki, które nasze koty uwielbiają, a od tego lata również o woliery, na których spędzają mnóstwo czasu.

Każda osoba zaangażowana w prowadzenie Fundacji Przytul Kota daje z siebie 110%, walcząc o dobrobyt naszych podopiecznych.

Ale jest coś, czego nie jesteśmy w stanie zrobić samym zaangażowaniem – a mianowicie pokryć nim rosnących kosztów finansowych.

Jesteśmy organizacją non-profit. Nie otrzymujemy żadnego finansowania od państwa. Wielu z Was przez niemal 11 lat naszej działalności trafiało do nas w rozpaczy po odmowie pomocy w schroniskach, które przecież działają jako instytucje wspierane finansowo przez państwo – z powodu przepełnienia albo dlatego, że stan znalezionego kota był tak ciężki, iż od początku było wiadomo, że jego ratowanie będzie trudne i kosztowne.

My również nie możemy przyjąć każdego kota. Nasze możliwości mają granice i nigdy tego nie ukrywaliśmy. Ale kiedy już mówimy „Tak, pomożemy”, robimy dla tego zwierzęcia wszystko. Nie zastanawiamy się, czy diagnostyka będzie kosztowała kilkaset czy kilka tysięcy złotych. Patrzymy na kota i na to, czego potrzebuje, żeby dostać szansę.

W ostatnim czasie coraz częściej trafiają do nas właśnie zwierzęta, których nikt inny nie chce przyjąć. Ciężko chore, zaniedbane, wymagające skomplikowanej diagnostyki i długiego leczenia. Takie, po których czasem już na pierwszy rzut oka widać, że ich ratowanie pochłonie ogromne pieniądze.

Dzięki środkom z 1,5% mogliśmy do tej pory podejmować walkę o tak trudne przypadki. Ale ten worek również ma dno. I dziś jesteśmy już w miejscu, w którym naprawdę zaczynamy je widzieć.
Za miesiąc Fundacja Przytul Kota będzie obchodziła swoje 11. urodziny. Chcemy, żeby takich rocznic było przed nami jeszcze wiele. Chcemy nadal móc pomagać kotom, których nikt inny nie chce. Ale w obecnym tempie ze strachem patrzymy w przyszłość.

Bo jakkolwiek banalnie i przyziemnie to brzmi – bez pieniędzy nie damy rady.
Dlatego dzisiaj prosimy Was o ogromną mobilizację. 🙏 Potrzebujemy Waszej pomocy w zamknięciu czterech zbiórek, które w tej chwili ciążą nam najbardziej:
UTRZYMANIE MRUCZARNI – WRZESIEŃ: https://pomagam.pl/mru-wrzesien26

Mamy już 7 października, a na zbiórce udało się zgromadzić dopiero około połowy potrzebnej kwoty. Tymczasem lada dzień musimy uruchomić kolejną – na październik. Koszty karmy, żwirku, leków, środków czystości, prania czy bieżącego funkcjonowania Mruczarni nie zatrzymują się dlatego, że poprzednia zbiórka się nie domknęła.
TILI: https://pomagam.pl/tili-fpk

Tili trafiła do nas w tragicznym stanie po tym, jak człowiek, który zainteresował się jej losem, został odesłany z kwitkiem przez miasto. Początkowo podejrzewano potrącenie przez samochód. Okazało się jednak, że problemy koteczki są znacznie bardziej skomplikowane i wymagają rozbudowanej diagnostyki oraz długotrwałego leczenia. Nie mogliśmy zostawić jej bez pomocy.
HERA: https://pomagam.pl/terapia-hery

Hera jest z nami od prawie półtora roku i właśnie zakończyła niezwykle trudną terapię FIP. Pokonała chorobę. ❤️ Jej leczenie pochłonęło jednak niemal 10 000 zł, podczas gdy na dedykowanej zbiórce udało się zgromadzić zaledwie około jednej czwartej tej kwoty. Kiedy patrzymy dziś na zdrową, spokojną i zrelaksowaną Herę, nie żałujemy ani złotówki. Ale ogromna część kosztów jej leczenia pozostała po naszej stronie.
GWIDOŃ: https://pomagam.pl/gwidon-fpk

Białaczkowy dzikusek, którego pół roku temu cudem udało się wyrwać z objęć śmierci. Za nim ogromna liczba badań, a przed nim życie pod stałą opieką weterynaryjną i okresowym wsparciem farmakologicznym. Gwidoń panicznie boi się człowieka i jego szanse na adopcję są znikome. Liczymy się z tym, że zostanie z nami do końca życia. Specjalnie dla niego powstała mała woliera, z której może codziennie korzystać. Zapewnimy mu wszystko, czego będzie potrzebował – ale na jego zbiórce nie udało się zgromadzić nawet połowy kosztów początkowego leczenia.

Błagamy o wpłaty na którąkolwiek z tych zbiórek, a także o jak najszersze udostępnianie tego posta, bo bez dotarcia do nowych osób nie mamy szans wyrównać powstałej dziury.
Nie istnieje wpłata zbyt mała, żeby miała znaczenie. 5 zł, 10 zł, 20 zł – właśnie z setek takich drobnych wpłat powstają kwoty, dzięki którym możemy ratować Herę, Tili, Gwidonia i kolejne koty, które staną na naszej drodze.

A to wszystko to wciąż tylko część obrazu. Bo nasze problemy finansowe nie wynikają wyłącznie z kosztów utrzymania kotów mieszkających w Mruczarni i leczenia tych podopiecznych, których historie znacie z naszych postów. Ogromne obciążenie generuje obecnie również nasz przyfundacyjny gabinet weterynaryjny.
Zbliża się zima, dni robią się coraz chłodniejsze i to właściwie ostatni moment na intensywną kastrację kotów wolno żyjących – póki po zabiegu mogą jeszcze bezpiecznie wrócić na swoje tereny bytowania. Dlatego kastrujemy teraz na potęgę. W ciągu ostatniego miesiąca nasza kwarantanna nie była pusta ani przez jeden dzień. Najczęściej jest pełna lub prawie pełna, a karmiciele przywożą do nas kolejne koty, które chcą zdążyć wykastrować przed zimą.

Tyle że u nas „kot na kastrację” bardzo często nie oznacza wyłącznie kastracji. Każdy przywieziony kot przechodzi pełny przegląd weterynaryjny i jeśli znajdujemy problem wymagający leczenia, nie wypuszczamy go z powrotem tylko dlatego, że pierwotnie przyjechał do nas w innym celu. Tylko w ciągu ostatnich dwóch tygodni aż 10 kotów, które teoretycznie miały przejść jedynie kastrację, wymagało również pilnej interwencji stomatologicznej. Kastracja, zabieg stomatologiczny oraz opieka pozabiegowa każdego z nich oznaczały dla nas koszt wahający się między 1000 a 2000 zł.
To są koty, o których najczęściej nigdy Wam nie opowiadamy. Nie mamy czasu robić im zdjęć, opisywać ich historii i zakładać kolejnych zbiórek. Szczerze mówiąc, często nawet nie próbujemy – skoro miesiącami nie jesteśmy w stanie zebrać pieniędzy na leczenie kotów, które pozostają pod naszą opieką do adopcji, a czasem do końca życia, trudno oczekiwać, że uda nam się sfinansować osobną zbiórką leczenie każdego bezimiennego, dzikiego kota, który po kilku dniach wróci na swój teren.

Te koty mogą być niewidoczne w naszych mediach społecznościowych, ale koszty ich ratowania są dla nas bardzo realne. I właśnie dlatego cztery zbiórki, o których piszemy poniżej, nie pokazują nawet całości naszych obecnych potrzeb. Są zaledwie widoczną częścią wydatków, które każdego dnia ponosimy, pomagając bezdomnym kotom.

Gdy czytacie ten post, my zabieramy się za leczenie przerażonego dzikuska, który w miniony weekend trafił do nas z ranami postrzałowymi po śrucie, a na potwierdzenie wyników badań czeka kolejny kocurek, u którego podejrzewamy FIP – jeśli wynik potwierdzi naszą diagnozę, czeka nas kolejny wydatek rzędu 10 000 tysięcy złotych, bo przecież nie możemy po prostu machnąć na to ręką i pozwolić kotu umrzeć na naszych oczach…

Każdej minuty, każdego dnia ciąży nam na sercach niepewność i obawa o to, że już wkrótce przyjdzie moment, że z powodu braku funduszy, zaczniemy zamykać drzwi naszej lecznicy przed tymi najbardziej potrzebującymi przypadkami, które dziś, resztką sił, ale nadal, jesteśmy w stanie obsługiwać kompleksowo.

Nie chcemy, żeby o tym, czy możemy ratować, decydował stan naszego konta. Ale rzeczywistości nie da się oszukać.

Przez prawie 11 lat pomagaliśmy dzięki Wam.
I dziś również bez Was sobie nie poradzimy.

Koszyk0
There are no products in the cart!
0