Mark pozdrawia

Mark pozdrawia

Data publikacji: 04.06.2025

Mimo kryzysów, które zdają się nas prześladować w ostatnich tygodniach, w przyszłość staramy się patrzeć z nadzieją i optymizmem 🕊️. Nie zawsze jest to zadanie łatwe. Gdy jednak otrzymujemy wieści z domków naszych byłych podopiecznych, wszystkie nasze walki i starania na nowo nabierają sensu 💪🏻. Dziś chcemy się podzielić z Wami liścikiem absolutnie niezwykłym i dla nas ważnym, gdyż pochodzi o Marka i jego rodziny. Mark był jednym z kocurków, które trafiły do nas z Ukrainy, w momencie rozpoczęcia wojny. Był przestraszony, nieufny, co gorsza chorował na FIV 😿. Z czasem zupełnie się oswoił i podbił serca wszystkich wolontariuszy. Nie mogliśmy zrozumieć, czemu na adopcję czekał aż 2 lata 😱. Teraz jednak już wiemy – miał przeznaczony idealny dom i to właśnie do niego było mu pisane trafić. Jesteście ciekawi, co słychać u tego przystojniaka? Zapraszamy do lektury! ❤️

„Cześć, z tej strony wasz były podopieczny Mark. Od momentu, jak zmieniłem miejsce zamieszkania, minął już ponad rok i chciałem tylko dać znać jak radzę sobie w nowym domku.
Przyznam że dobrze mi tam było u was, dbaliście o mnie, czasami sobie tęsknię za wszystkimi ciotkami i wujkami. Ale własny domek to było to, czego potrzebowałem od życia. Jestem tutaj przeszczęśliwy, oczywiście miałem parę wpadek, przez które moi ludzcy rodzice przeżyli parę zawałów. Na początku bardzo się bałem nowego miejsca i nowych ludzi. Matka spędziła ze mną całe tygodnie, siedząc w kanapie, mówiąc do mnie, podsuwając mi dobre jedzonko i głaszcząc moje futerko. Bo mimo strachu to ja zawsze lubię głaskanie. No i pewnej nocy po prostu wyszedłem i się do niej przytuliłem. I od tamtej pory mieliśmy już taką sztamę. Mama często mi powtarza, że jestem wyjątkowym kotkiem i na pewno ma rację. Z tatą nasza relacja dłużej się układała, ale teraz jest równie fajny jak mama.
Tylko, jak pamiętacie, jestem troszkę chory. Ale moi rodzice stają na głowie, żeby było mi lepiej. Wyobraźcie sobie, że nawet mam własnego dietetyka, własną półkę na lekarstwa. Jedyne czego nie lubię, to kroplówek. Mówią, że one mi pomagają i przyjeżdża do mnie taka fajna ciotka Sandra, którą bardzo lubię, bo mizia i daje smaczki. Jednak cel jej wizyty niekoniecznie mi się podoba. Ostatnio moi rodzice sami nauczyli się dawać mi kroplówki i troszkę mniej się stresuje. Bo w sumie to nie boli jakoś bardzo, głaszczą mnie i tulą, więc staram się być grzeczny i cierpliwie znosić ich zabiegi.
Ostatnio miałem robione badania. Jakoś te moje nerki nie chcą się naprawić, ale Pani weterynarz pochwaliła mnie, że bardzo zdrowo wyglądam, mam dużo sił i wcale nie widać po mnie tej choroby. Rodzice też mówią, że jestem kłębkiem energii, więc chwytamy każdy dzień. W domku uwielbiam zabawy wędka, mam swój własny balkon (no dobra muszę go dzielić z jakąś drugą kotką, którą rodzice przygarnęli, ale jakoś dzielimy tę przestrzeń). Jednak przyznam, że nie ma nic lepszego niż tulaski z mamą i tatą. Dziękuję wam jeszcze raz za opiekę jaką mi daliście, w imieniu moim i rodziców. Chciałem tylko dać znać, że jestem szczęśliwy i kochany.”

Jak cudownie to słyszeć, Mareczku! 😍 Wiemy, że długo musiałeś czekać na swój domek, ale widocznie tak musiało być, bo trafiłeś najlepiej, jak tylko się dało! 🤩 Życzymy Ci dużo zdrówka i wielu lat spędzonych wspólnie z Twoimi kochającymi rodzicami, których pozdrawiamy, jak najserdeczniej potrafimy. Dużo miłości dla całej Waszej rodzinki 💓.

Koszyk0
Brak produktów w koszyku!
0