Data publikacji: 07.04.2026
W Niedzielę Wielkanocną informowaliśmy Was o niezwykłych wieściach na temat trójki naszych podopiecznych – Pędzla, Hery i Lanceta. Część z Was zgadywała, że chodzi o ich adopcję – do tej jeszcze nie doszło, ale to czego się dowiedzieliśmy, ma szansę w realny sposób ułatwić znalezienie domków dla całej trójki 😺.
Jak wiecie, kiedy trafili pod naszą opiekę, wszystko wskazywało na to, że są kotami białaczkowymi. Wykonane u nich badania przesiewowe na obecność antygenu wirusa FeLV (tzw. testy płytkowe) dawały wyniki dodatnie. Wyniki te zostały wtedy potwierdzone badaniem PCR, które wykrywa materiał genetyczny wirusa 🧬. Oznaczało to, że koty miały kontakt z wirusem FeLV i w ich organizmach był on wówczas wykrywalny.
Takie sytuacje zazwyczaj mają niestety dość jednoznaczny finał – kot pozostaje zakażony i uznaje się go za kota białaczkowego. Dlatego Pędzel, Hera i Lancet zamieszkali razem, jako kocia grupa FeLV.
Kilka dni temu postanowiliśmy jednak powtórzyć badania u Pędzla. I tu wydarzyło się coś, czego zupełnie się nie spodziewaliśmy.
Test płytkowy wyszedł… ujemny 🤩.
Ponieważ wcześniejsze wyniki były dodatnie, pobrana krew została ponownie wysłana do laboratorium na badanie PCR. Przy okazji – trochę w przypływie nadziei – zdecydowaliśmy się sprawdzić również Herę i Lanceta.
I wtedy przyszła wiadomość, która sprawiła nam ogromną radość.
Wyniki PCR u całej trójki okazały się ujemne. ❤️
Żeby dobrze zrozumieć, co się wydarzyło, warto wiedzieć, że zakażenie wirusem białaczki u kotów może przebiegać na kilka różnych sposobów.
Najbardziej znana jest postać progresywna. W takim przypadku wirus namnaża się w organizmie, pozostaje obecny we krwi przez całe życie kota i zwierzę uznaje się za kota białaczkowego. Niestety to właśnie ten scenariusz zdarza się najczęściej i z nim zwykle kojarzona jest białaczka 😢.
Istnieje jednak także postać regresywna. Wtedy organizm kota podejmuje walkę z wirusem i z czasem przestaje on krążyć we krwi, a testy wykrywające antygen wirusa mogą stać się ujemne. W organizmie mogą jednak pozostać ślady materiału genetycznego wirusa.
Najrzadszą i najbardziej optymistyczną sytuacją jest tzw. postać poronna zakażenia. W takim przypadku układ odpornościowy kota radzi sobie z wirusem bardzo skutecznie i eliminuje go z organizmu 💪🏻. Po pewnym czasie wszystkie badania – zarówno testy płytkowe, jak i PCR – mogą stać się ujemne.
Najprawdopodobniej właśnie z taką sytuacją mamy do czynienia u naszych kotów.
Na początku wirus był wykrywalny w badaniach, dlatego pierwsze testy wychodziły dodatnie. Z czasem jednak organizmy Pędzla, Hery i Lanceta poradziły sobie z infekcją i wirus przestał być wykrywalny we krwi.
Na dziś oznacza to, że Pędzel, Hera i Lancet nie mają wykrywalnego wirusa białaczki we krwi i możemy traktować je jak koty zdrowe. To naprawdę niezwykle dobra wiadomość – zarówno dla nich, jak i dla nas ❤️.
Żeby mieć absolutną pewność, badania zostaną jeszcze powtórzone za kilka tygodni. Tak wygląda standardowa procedura przy takich przypadkach. Ale już teraz wszystko wskazuje na to, że ich organizmy poradziły sobie z wirusem.
A dla nas to jeden z tych momentów, dla których warto robić to, co robimy.
Moment, w którym medycyna, natura i odrobina szczęścia spotykają się w jednym miejscu. ✨
Mamy nadzieję, że ten niespodziewany obrót zdarzeń znacznie ułatwi dalsze poszukiwania domów dla naszych podopiecznych, a także znacząco zwiększy ich szanse na długie i zdrowe życie ❤️.



