Data publikacji: 24.02.2026
Dziś, na dobry początek dnia, chcemy podzielić się z Wami historią o oswajaniu, cierpliwości i miłości, która przyszła w idealnym momencie ❤️.
Burka trafiła do nas na początku 2023 roku jako dzika, przerażona koteczka z poważnym złamaniem jednej z tylnych łapek 😿. Przeszła skomplikowaną operację i długą rekonwalescencję, a praca z nią należała do szczególnie trudnych. Człowiek budził w niej ogromny lęk 🙀. Choć na wolności znała karmicieli, nigdy nie pozwoliła się do siebie zbliżyć ani nawiązać bliższej relacji.
Przez długi czas mieszkała niemal pod sufitem mruczarnianych pokoi. Wybierała najwyższe półeczki i budki, miejsca bezpieczne, gdzie ręka człowieka nie miała dostępu ⛔️. Dopiero z czasem coś zaczęło się zmieniać. Zainteresowały ją wędki 🎣 .Pojawiła się zabawa, przestała uciekać na widok człowieka, zaczęła wyglądać go z ciekawością 👀.
Kolejnym krokiem było bardzo ostrożne, delikatne mizianie. Burka zaczęła podchodzić do nóg, wić się między nimi i czerpać przyjemność z głasków 💛. Nigdy jednak nie pozwoliła wziąć się na ręce czy na kolana. Wiedzieliśmy, że do pełnej metamorfozy może dojść tylko w prawdziwym domu.
Po ponad roku spędzonym w Mruczarni szansę postanowiła dać jej pani Olga. Zobaczyła w tej wrażliwej, delikatnej koteczce potencjał na wyjątkowego i wiernego towarzysza. A kilka dni temu minęły dwa lata od adopcji Burki 🎂.
Z tej okazji otrzymaliśmy krótki liścik i zdjęcia, od których nasze serca dosłownie rozpłynęły się z radości i dumy 💌. Spójrzcie sami i przeczytajcie, co słychać u Burki, w domu pieszczotliwie nazywanej Żbikulką.
„Cześć Ciocie! Z tej strony fundacyjna Burka, teraz Żbikulka 🐱 Zastanawiam się czy ktoś jeszcze o mnie pamięta 🙂 Dzisiaj mam drugie adopciny, czas leci jak szalony. Przez ostatnie pół roku przeszłam totalną przemianę. Już wiem, że to jest mój domek i nikt mnie nie zostawi. Zaczęłam ugniatać mamę łapkami, jeszcze przez kołdrę, ale wszystko przed nami 😀 Codziennie rano przybiegam po porcję głasków i nawet przytulam się do mamy (przesyłam zdjęcie, bo nikt mi nie uwierzy). Czasami głośno krzyczę na mamę, szczególnie jak widzę w jej ręku saszetę 😃 Co do chorej nogi, to nikt mi już nie wierzy, że miałam operację, bo skaczę jak kozica z moim przyrodnim bratem 😃 Przesyłam ostatnie zdjęcia i pozdrawiam razem z całą rodziną”.
Kochana Żbikulko! Jesteśmy z Ciebie nieprawdopodobnie dumni 😍. Pokonałaś długą, wyboistą drogę i stałaś się najwspanialszą wersją samej siebie. A wszystko to, dzięki miłości Twojej adopcyjnej Mamy, której z całych serc dziękujemy za danie szansy tej nieśmiałej istotce 💗. Życzymy Wam wielu wspólnych lat, spędzonych w zdrowiu i miłości.
A wszystkim czytającym przypominamy: warto dawać szansę dzikuskom! Często potrafią odwdzięczyć się za adopcję pełnym zaufaniem i przywiązaniem.













