Pluplu

Plujka musiała czekać na własny domek aż kilka lat, ale w końcu się doczekała! Oto jej historia…

Cześć. Jestem Pluplu. Niektóre ciocie mówią, że jestem puchata. Właściwie to nie wiem, czy się smucić, czy weselić. Chyba dobrze, jak kotek ma w sobie nieco puchatości? Ja w każdym razie lubię puchatych ludzi. To co, że troszkę więcej miejsca zajmują na kanapie? Ważniejsze, że dzięki temu możemy się ściślej przytulić i jest nam cieplutko. A poza tym, kiedyś puchatość była moim marzeniem… Gdy mieszkałam na dworze, to w długie zimowe noce śniłam o tym puchu, który nareszcie sobie wyhodowałam. On daje mi poczucie bezpieczeństwa. Lubię być puchata.

Pluplu, choć snuła się po mieście wśród kotów wolno żyjących, kiedyś miała domek. Mimo, że jest nieco nerwowa, to lubi, gdy ją głaszczemy. Podczas miziania szybciutko unosi ogonek i nieśmiało mruczy. A najlepiej jej to wszystko wychodzi, gdy leży na mięciutkim posłanku i w pobliżu nie ma innych kotów. Bo powinniście wiedzieć, że Pluplu jest lekko zniesmaczona przekoceniem Mruczarni. Brak przestrzeni życiowej oraz ciągłe spięcia z innymi kociastymi, utrudniają jej otwarcie się na nas. Niemniej jesteśmy przekonani, że w spokojnym domku, z jednym lub dwoma kotami, Pluplu odnajdzie się znakomicie.