Miziołek

Miziołek ma już własny domek! Oto historia kocurka…

Miziołek to niezwykle wrażliwy i przekochany maluszek. Gdy dostawał zastrzyki w lecznicy, padał jak nieżywy, przewracał na boczek z podwiniętymi łaputami i nieruchomiał. Po paru minutach podnosił się i popatrywał na nas spod łebka, zraniony do głębi zamachem na jego życie. O tym, co my przy tej okazji przeżywaliśmy, może lepiej pisać nie będziemy.
Miziołek nie jest kotem dla osób zabieganych. Jego urok i czar sprawiają, że człowiek w pracy nie myśli o pracy, na randce o randce, a na spacerze — ciągle potyka się o niewidoczne kamienie. Opiekun Miziołka bezustannie myśli o tym, co on teraz robi. Czy śpi z wyciągniętymi w górę, najsłodszymi łapkami na świecie, czy może liże sobie pękaty brzuszek, przewracając się co chwilkę na boczek, czy może tęsknie wpatruje się w okno, czekając na powrót opiekuna.
Oczka widoczne na zdjęciach mówią: „Ciociu weźmiesz mnie na rączkę?”. Gdy rączki zajęte, Miziołek rozlokuje się na ramionach, dookoła szyi, na kolanach. Gdziekolwiek byle z człowiekiem. Nawet gdy już jest zmęczony i powinien spać, to ciężko mu odejść, gdy ludzie są w pobliżu. Ciągle chce nam towarzyszyć. Miziołek obsiada, obezwładnia i zwyczajnie… żyć nie daje.