Kornik odszedł za TM

Kornik odszedł za TM

Data publikacji: 07.08.2026

Świadomość zbliżającego się rozstania, nie czyni go wcale łatwiejszym…

Gdy 3 tygodnie temu informowaliśmy Was o raptownie pogarszającym się stanie zdrowia naszego Korniczka, wiedzieliśmy, że nie zostało mu dużo czasu – że odliczać go będziemy raczej w tygodniach, niż w miesiącach.

Gdy jednak nadszedł ten nieunikniony moment, nasze oczy przepełniły się łzami, a serca ścisnął ogromny ból.

Kornik odszedł za Tęczowy Most…

Ostatnie dni były dla niego trudne. Leki przynosiły coraz mniejszą i krótszą ulgę. Uleciał apetyt, a nawet chęć do spędzania czasu w wolierach, które tak bardzo pokochał. Zrozumieliśmy, co próbował przekazać nam nasz kochany przyjaciel – był gotowy, by odejść… Jedyne, co mogliśmy zrobić, to mu w tym pomóc 💔

Kornik spędził z nami nieco ponad rok. Trafił do nas w tragicznym stanie, wątpiliśmy, czy uda nam się go uratować. Ten kilkunastoletni kocurek, który całe życie spędził na dworze, chorował właściwie na wszystko – nerki, tarczycę, trzustkę i nadciśnienie. To cud, że miał jeszcze siłę walczyć i przez 13 miesięcy cieszyć się pierwszym i ostatnim domem, jakim była dla niego nasza Mruczarnia.
W ostatnich tygodniach w obrębie zatok i nozdrzy Korniczka pojawiła się zmiana rozrostowa. Wiedzieliśmy, że tej walki już nie wygramy. Organizm Kornika był za słaby na znieczulenie potrzebne do jakiejkolwiek interwencji chirurgicznej. Mogliśmy jedynie dokładać starań, by ostatnie dni mijały mu bez bólu.

Dziś wchodzimy do pokoju, w którym mieszkał Kornik i choć wciąż jest w nim kilkanaście innych kotów, jego brak odczuwamy boleśnie – jako jeden z pierwszych zawsze wychodził na powitanie, kładł się na boczku, a głaskany, cudownie mruczał i ugniatał łapkami. Mimo życia spędzonego bez własnego domu, darzył ludzi ogromną miłością i zaufaniem. To doprawdy okrutne, że niedane mu było inne, lepsze życie…
Jedyną naszą pociechą jest dziś świadomość, że podarowaliśmy Kornikowi rok życia w ciepłe, sytości, miłości i czułej opiece. Dzięki temu nie odszedł z tego świata jako bezimienne, bezdomne zwierzę, a jako nasz kochany przyjaciel, którego imienia i mądrego, doświadczonego życiem wyrazu pyszczka nigdy nie zapomnimy.

Żegnaj, Korniczku 🖤

Koszyk0
There are no products in the cart!
0